Rok 1988 przyniósł odnowienie współpracy z Holgerem Czukayem. Użyczywszy swego głosu na albumie "Rome Remains Rome", Sylvian ochoczo przystał na zaproszenie artysty, by móc oderwać się choćby na chwilę od obowiązków wokalisty i skorzystać z jego doświadczenia w dźwiękowym eksperymentatorstwie.

Rezultat wspólnych działań bardzo szybko przerodził się w projekt zarejestrowany w ciągu zaledwie 3 dni. Album po wielu trudach ukazał się nakładem wytwórni Virgin (a dokładnie jej niskobudżetowego wydziału - Venture Records). Biorąc pod uwagę czysto improwizacyjny charakter muzyki, nie mogła ona, mimo uroku, trafić do szerszego grona odbiorców. Oparte na powtarzających się w złożonych pętlach płaszczyznach dźwięku kompozycje (zatytułowane odpowiednio "Plight" oraz "Premonition") to muzyka, do której kluczem są ich tytuły. To niejednolite, niepokojące i zarazem fascynujące muzyczne pejzaże, które mimo braku wyraźnego oddźwięku wśród wielbicieli talentu artysty, miały doczekać się kontynuacji.







Po blisko czterech miesiącach jakie upłynęły od zakończenia trasy "In Praise Of Shamans", Sylvian powrócił do studia Czukaya w Kolonii.

Dwie nowe instrumentalne kompozycje powstawały tym razem przy współudziale nie tylko Czukaya ale i byłego gitarzysty grupy Can - Michaela Karoli, japońskiego wokalisty Michi'ego, trębacza Markusa (syna Karlheinza Stockhausena) oraz Jaki Leibezeita (flet afrykański i instrumenty perkusyjne)

Tak jak poprzednio postawiono na improwizację. Niezwykle piękne "Mutability" powstało w ciągu zaledwie jednego dnia, ale już nieco bardziej złożone Flux musiano wielokrotnie przerabiać. Sylvianowi zależało bowiem na uzyskaniu odpowiedniego, niezwykle przestrzennego charakteru kompozycji. Mimo swej dojrzałości, również i ta wyprawa artystów w stronę muzyki ambient podzieliła tak krytyków jak i fanów. Podczas gdy jedni odnajdywali w tych harmonijnych, spokojnych utworach nadzwyczajne piękno, inni, przechodząc obojętnie, umieszczali album w worku z niezbyt ekscytującym napisem "new age". Trzeba jednak w tym miejscu podkreślić, że pomimo komercyjnej porażki jaką poniosły, obydwa albumy nagrane we współpracy z Holgerem Czukayem mają do dziś dla Sylviana znaczenie niebagatelne. Doświadczenie zdobyte podczas tych sesji okazało się nieocenione, a wprawne ucho bez trudu dostrzeże te wpływy w kolejnych jego dziełach.

[  do góry